Wszystkie posty spełniające kryteria zapytania bombing, posortowane według daty. Sortuj według trafności Pokaż wszystkie posty
Wszystkie posty spełniające kryteria zapytania bombing, posortowane według daty. Sortuj według trafności Pokaż wszystkie posty
6 lutego 2007

Google ujawnia informacje o linkach

Stało się!

Tak chyba można powiedzieć o jednej z ostatnich aktualizacji usługi Google Webmaster Tools - jak informuje Matt Cutts na swoim blogu, teraz właściciele serwisów mogą znaleźć informacje o odnośnikach prowadzących do swojej witryny. Tajemnicze dane, dotychczas bardzo niedokładnie przedstawiane przy pomocy komendy 'link:', teraz wydają się być dużo bardziej precyzyjne i przydatne dla wszystkich, którzy chcą wiedzieć kto i w jaki sposób linkuje do ich stron.

Większość z nas doskonale zdaje sobie sprawę, że jakość i ilość odnośników prowadzących do serwisu (tzw. inbound links albo backlinks) wpływa na jego pozycje w wynikach wyszukiwania - im bardziej konkurencyjne słowa i wyrażenia, tym większe ma to znaczenie (bo jak bardzo można zoptymalizować treść strony...?) - doskonałym przykładem na wagę tej grupy czynników był do niedawna tzw. Google bombing, który mieliśmy okazję opisywać na łamach naszego bloga. Teraz, dużo łatwiej będzie pozyskać (i analizować) informacje np. o odnośnikach z innych witryn (ale nie tylko) do poszczególnych stron serwisu.

Google zastrzega, że w tej chwili nie wszystkie linki są umieszczone na liście, ale jednocześnie dodaje, że możemy spodziewać się jeszcze bardziej dokładnych informacji w przyszłości. Przykładowo, korzystając z komendy 'link:' dla naszego bloga, otrzymujemy 20 wyników, podczas gdy Google Webmaster Tools zwraca ich ponad 11 razy więcej. Nasze pobieżne testy na innych serwisach wykazują dokładność na poziomie 40 - 60% wszystkich znanych nam odnośników.

Abstrahując od pozycjonowania, można się również zastanowić nad użytecznością tych informacji w innych działaniach marketingowych - chociażby PR. Zakładając, że zwracane informacje będą satysfakcjonująco dokładne, można pokusić się chociażby o samodzielny, prosty monitoring Internetu by sprawdzić 'co i jak' piszą o nas internauci... Bardziej zaawansowane metody to jednak chyba domena agencji PR lub dedykowanych rozwiązań do samodzielnego wykorzystania.

Ps. Informacja na temat odnośników pojawiła się również na oficjalnym blogu Google Polska.

--
Aneta Mitko

30 stycznia 2007

Żarty się skończyły

Nie żartuje Google i nie będą żartować sobie internauci. Przynajmniej taki jest zamysł wyszukiwarki, która raz na zawsze likwiduje tzw. Google bombing.

Nie będzie już sytuacji, w której po wpisaniu w oknie wyszukiwania Google obraźliwego lub ośmieszającego określenia, na pierwszych pozycjach w naturalnych wynikach pojawią się np. oficjalne strony WWW znanych polityków. Google odcina się od kojarzenia marki z jakimikolwiek poglądami politycznymi i chce zapobiegać manipulacjom wynikami wyszukiwania, dlatego zamierza nie dopuszczać do takich incydentów, a są one obecnie dość częste i to w różnych krajach na całym świecie.

Całą tę sytuację ma uzdrowić (jak to w Googlu zwykle bywa) specjalny tajemniczy algorytm, który - krótko mówiąc - 'namierzy i rozbroi'. Z technicznego punktu widzenia będzie to po prostu lepsza analiza linków prowadzących do danej strony WWW i być może zestawienie ich z treścią witryny, co pozwoli wykryć ewentualną manipulację. Do doskonałości mu jeszcze rzecz jasna daleko, ale wyszukiwarka liczy na pomoc lojalnych internautów, którzy zamiast się śmiać, mogliby zgłaszać znalezione przez siebie googlowe bomby.

Będą zgłaszać?
Nie wydaje nam się :)

--
Aneta Mitko