Pokazywanie postów oznaczonych etykietą etyka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą etyka. Pokaż wszystkie posty
28 sierpnia 2013

Duplikacja treści a SERP - wyniki testu

W poprzednich artykułach z cyklu Duplicate Content dowiedzieliście się jak szukać i unikać duplikacji treści, jak wykrywać i jak bronić się przed kradzieżą treści z waszej strony oraz jak unikać DC w przypadku stron wielojęzycznych. Dzisiejszy wpis, poświęcony jest wynikom testu, który przeprowadzam od kilku miesięcy.

Dlaczego akurat Duplicate Content?

Wszystko zaczęło się od efektów, jakie przyniosło skopiowanie i opublikowanie na jednym blogu trzech artykułów pobranych z innego serwisu, w tym przypadku też był to blog. Co dziwne, dla dwóch z trzech artykułów strona ze zduplikowaną treścią zaczęła zajmować wyższe pozycje niż ta oryginalna. Działo się to niezależnie od czasu skopiowania treści. Nie miało żadnego znaczenia, czy dana treść przeniesiona została kilka dni czy na przykład kilka sekund po publikacji. Taki stan rzeczy mógł wynikać z faktu, iż Google nie przypisuje specjalnej wartości czasowi indeksacji treści jako wyznacznikowi autorstwa tejże treści.

Co zatem Google bierze pod uwagę ustalając ranking dla tej samej treści w różnych serwisach?

Tu pojawiło się wiele możliwości. Zdecydowałem się sprawdzić jedną z nich, a mianowicie wpływ jakości serwisu (ustalonej na podstawie ilości linków zwrotnych) na jego pozycje w wynikach wyszukiwania.

Założenia testu

W teście brało udział 5 oryginalnych blogów oraz jeden powstały ze skopiowanej treści. Każdy z pięciu blogów znajduje się w Sieci od ponad roku. Prezentują one po kilka artykułów poruszających te same tematy. Dodatkowo, do każdego z nich linkuje od kilku do kilkunastu domen. W dalszej części artykułu będę posługiwać się numerami blogów i odwoływać do wartości z poniższej tabeli.


Wszystkie blogi zostały utworzone na darmowych platformach. Są naszą własnością wykorzystywaną do wewnętrznych testów.

Dla każdego z artykułów sprawdzane były pozycje w Google dla dwóch zapytań:
a) dokładne - tytuł artykułu,
b) ogólne, czyli fraza kluczowa dla danego artykułu, zawarta w tytule.

Dodatkowo, dla wszystkich blogów wybrane zostały 4 hasła ogólne związane z tematyką. Łącznie na koniec testu monitorowanych było 26 słów / fraz kluczowych. Do testów używałem narzędzia WebCEO. Aby uprościć wyliczenia średnich pozycji w przypadku, gdy blog nie znajdował się na daną frazę w pierwszych 30 wynikach wyszukiwania, przypisywano mu pozycję 31.

Najważniejsze spostrzeżenia

W przypadku nowo skopiowanych i zaindeksowanych przez roboty wyszukiwarek treści, obserwuje się stosunkowo wyraźną tendencję – kopiowane treści zajmują wysokie pozycje i wypierają z wyników wyszukiwania treści oryginalne. W większości przypadków jednak po pewnym czasie oryginalne wpisy wracają na „swoje miejsce”. Można powiedzieć, że w momencie zaindeksowania skopiowanej treści przez roboty wyszukiwarki artykuły dostają FSB (tzw. fresh site bonus), który znika po jakimś czasie. Wyniki przeprowadzonego testu nie są jednak wystarczającym poparciem tej tezy. Dlatego też proszę miejcie na uwadze, że w Waszym przypadku Google może zachować się inaczej.

Czy da się zbudować serwis na skopiowanej treści i prześcignąć oryginalne źródła w rankingu Google?

Zanim nowy blog został zauważony przez roboty wyszukiwarek Google, minęło kilka dni i kilka odnośników...

Już po trzech dniach (zielony punkt na powyższym wykresie) od utworzenia nowej strony i skopiowaniu kilku artykułów, blog zaczął pojawiać się w pierwszej 30 wyników wyszukiwania dla niektórych haseł. Po dwóch tygodniach (niebieski punkt na wykresie) na pierwszych 3 stronach wyników wyszukiwania pojawiało się już 65% z 20 monitorowanych wtedy fraz, a 40% z nich znajdowało się w top 5. Następnym rekordem (punkt czarny) było 50% z monitorowanych 20 haseł w top 10 i 45% w top 5. Kolejne dni to nieduże wahania pozycji.

Jak widać z powyższego wykresu, pomimo faktu budowania serwisu wyłącznie na skopiowanej treści, udało się uzyskać dość dobre pozycje dla wybranych fraz.


W kolejnych dwóch miesiącach blog z duplikacją treści zawierał już wszystkie artykuły, dlatego też monitorowanych było 26 słów kluczowych. Wyniki średnich pozycji możecie zobaczyć na powyższej ilustracji, gdzie widać, iż serwis z tygodnia na tydzień notuje spadki średnich pozycji, aby na koniec testu zajmować ostatnią pozycję wśród blogów biorących udział w eksperymencie.

Dobrze, ale jak to się ma do pojedynczego wpisu?

Ktoś pewnie powie, że średnia pozycja z 26 fraz daje zbyt ogólny zarys całej sytuacji, dlatego też poniżej znajdziecie dwa wykresy, przedstawiające średnie pozycje mierzone dla konkretnych artykułów.


Jak widać, w tym przypadku na początku zduplikowany artykuł zajmował średnią 24 pozycję (na podstawie dwóch fraz) w rankingu Google, aby po kilku dniach zamienić się z miejscami z wpisem oryginalnym. Po niecałym miesiącu pozycje artykułów ponownie zamieniły się miejscami, a oryginalny wpis zaczął zajmować jeszcze lepsze pozycje niż na początku.

Po przeanalizowaniu pozycji dla kilku artykułów stwierdziłem, że dobrym pomysłem będzie skopiowanie treści z serwisu niewykorzystywanego do tej pory w moim teście.

Tak, miałem w zanadrzu jeszcze jeden blog o tej samej tematyce, z roczną historią i 12 linkującymi domenami :)


Podobnie jak w pierwszym przypadku, również i tutaj widać podobną tendencję. Zduplikowany wpis już po kilku dniach od publikacji zamienił się miejscami z oryginalnym tekstem. Przez długi okres skopiowany wpis miał się o wiele lepiej w wynikach wyszukiwania Google, jednak ostatecznie spadł poza top 30.

Teraz kilka odpowiedzi na nurtujące Was pytania…

No właśnie - czy fakt późniejszej indeksacji artykułu na naszej stronie może spowodować, że nasz artykuł będzie traktowany jako duplikacja treści?

Tak, osobiście uważam, iż jest to jeden z czynników (jednak nie jest on najbardziej istotny), jakie Google bierze pod uwagę przy ustalaniu autorstwa treści, dlatego też powinniśmy zadbać o jak najszybszą indeksację naszych wpisów.

Co dzieje się w przypadku, gdy nasz artykuł zostanie skopiowany przez serwis lepszej jakości?

W przypadku naprawdę dobrych jakościowo serwisów jest duże prawdopodobieństwo, że nasz wpis będzie znajdował się niżej w wynikach wyszukiwania. Jeśli artykuł został skradziony to sugeruję zgłosić DMCA, czyli poinformować Google o kradzieży naszej własności. 

Co możemy zrobić, aby pomóc Google w przyporządkowaniu nam autorstwa danej treści? 

Authorship, czyli połączenie swojego profilu na Google+ z tekstami, które tworzymy (szczegóły implementacji znajdziecie tutaj). Biorąc pod uwagę kierunek, w którym zmierza Google, moim zdaniem Authorship jest obowiązkowy. Niewątpliwie pomaga on robotom wyszukiwarek określić autora danej treści, ale również ma pozytywny wpływ na CTR. W Sieci można znaleźć również wiele ciekawych informacji na temat tego elementu i jego wpływu na wyniki w SERPach.

Podlinkowanie wpisu ze strony głównej w celu szybszej indeksacji. Pewnie dla wszystkich z Was jest oczywiste, że w momencie publikacji wpisu ląduje on na stronie głównej. Co jednak w przypadku, gdy posiadamy popularny serwis / stronę firmową, a blog jest jedynie dodatkiem? Roboty wyszukiwarek mogą wtedy rzadziej zaglądać na nasz blog i tym samym wolniej indeksować wpisy. Dlatego też warto dodać odnośniki wraz z zajawkami ostatnich wpisów na stronie głównej serwisu tak, aby jak najszybciej poinformować Google o nowej treści.

Podzielenie się wpisem w serwisach społecznościowych Twitter / Facebook / Google+ i… Z racji, iż serwisy społecznościowe nabierają większego znaczenia w działaniach SEO, obowiązkowym elementem staje się dzielenie najnowszymi wpisami z naszymi fanami właśnie poprzez te serwisy. Informacja taka może być dodatkowym sygnałem dla Google, potwierdzającym autorstwo naszego artykułu i może pomóc w szybszej indeksacji tej treści.

Podsumowanie

Kilka tygodni po zakończeniu testu, blog zawierający zduplikowaną treść znajduje się na ostatnim miejscu spośród wszystkich 6 serwisów. Sytuacja ta dotyczy zarówno haseł ogólnych dla testowanej tematyki, jak i tych dla konkretnych artykułów. Konfrontując wyniki testu z tym, co do tej pory wiem o duplikacji treści mogę powiedzieć, iż Google coraz lepiej radzi sobie z rozpoznawaniem faktycznego autora treści. Niestety, pomimo faktu, że w naszym serwisie znajduje się oryginalna treść, nie sprawi to, że będziemy pojawiać się najwyżej w wynikach wyszukiwania. Duże znaczenia ma tutaj jakość danego serwisu, dlatego też bardzo często zdarzają się sytuacje, w których lepszy serwis wyprzedzi nas w SERP’ach. Niestety, jak widać w przeprowadzonym teście, 49 linkujących domen nie wystarczyło, by utrzymać stabilną pozycję.
Ponadto, wychodzę z założenia, iż Google zwraca uwagę na to, jakie są proporcje zduplikowanej treści do treści unikatowej znajdującej się w naszym serwisie. W momencie, kiedy ilość DC przekracza pewien poziom, serwis traci „w oczach” robotów wyszukiwarek i tym samym zajmuje niższe pozycje.

Zobacz również inne artykuły z cyklu:

--
Mateusz Rzetecki, SEO Specialist w Bluerank

15 listopada 2011

Białe zaplecze? Cały Internet!

Bardzo często w "naszym" Internecie, w polskim pozycjonowaniu, w wypowiedziach użytkowników forów i w działaniach niektórych firm SEO pojawia się idea budowania własnego „zaplecza pozycjonerskiego” celem zdobywania linków kierujących do stron klientów. Niekiedy są to jednak niestety spamowe strony, robione masowo, ze skopiowanymi tekstami lub, co gorsza, z tekstami wypluwanymi przez nic nie warte „generatory treści”. Próżno doszukiwać się w tego typu materiałach czy stronach jakiejkolwiek wartości. A przecież można wykorzystać zupełnie inny typ zaplecza – jest nim (prawie cały) Internet.

Tak jest – nie ma lepszego zaplecza niż Internet. Mnóstwo wartościowych stron zapełnionych ciekawą, interesującą treścią. Mnóstwo odbiorców i czytelników, którzy te strony odwiedzają (w przeciwieństwie do śmieciowych zapleczy) i szansa dla nas na zdobycie solidnych linków, lepszych pozycji i większej liczby odbiorców.

Wyciągnij dłoń do blogerów!

SWL'e, zapleczówki, linki w stopce, ewentualnie fora (link oczywiście w sygnaturze)... Dużo tego. I nie wiadomo właściwie skąd się bierze ta niechęć do stworzenia czegoś wartościowego? Przecież można inaczej! Guest Post (również PAD – Professional Article Distribution) to świetna metoda na zdobycie linków i rozgłosu. Warto poświęcić trochę czasu, żeby link building przy wykorzystaniu tej metody był efektywny.

  • Zacznij od identyfikacji witryn i blogów, które mogą być zainteresowane artykułem, stwórz ich listę. Lista ta nie musi być bezpośrednio powiązana z tematyką twojej strony. Przykładem niech będzie serwis ubezpieczyciela zdrowotnego. Warto znaleźć strony poświęcone również zdrowiu ogólnemu, bezpieczeństwu a nawet napisać artykuł „7 najczęstszych wypadków przy malowaniu sufitu – i jak ich uniknąć!”, aby umieścić go na stronie poświęconej remontom.
  • Napisz wartościowy tekst. Możesz znaleźć wiodące forum w danej branży, zidentyfikować najczęściej wypowiadających się użytkowników, którzy znają się na danym temacie i zaproponować im współpracę. W ten sposób można zdobyć naprawdę fachowy i konkretny artykuł na dany temat za niewielką cenę. Lepiej też unikać kupowania tekstów od tzw. „SEO copywriterów”, których pełno na Allegro i ZleceniachPrzezNet. Niech tekst będzie napisany przez zwykłego człowieka dla zwykłego człowieka. Linki umieść w tekście lub w stopce.
  • Dobry artykuł: jest dobrze napisany, przyciąga już samym tytułem, jest na temat, jest wartościowy i użyteczny (np. zawiera porady, które mogę zastosować od zaraz).
  • Skontaktuj się z wybraną witryną / blogiem. Jedno podejście, które wykorzystujemy polega na tym, że najpierw kontaktujemy się z właścicielem / redaktorem / blogerem i proponujemy napisanie artykułu na dany temat, jeśli zostanie wyrażona chęć umieszczenia takiego artykułu wtedy przystępujemy do pisania. Drugie podejście – artykuł przygotowujemy wcześniej, a przy kontakcie przesyłamy jego próbkę: „Hej, bardzo podoba mi się twoja strona, napisałem artykuł, który odpowiada tematowi tej witryny, przesyłam go w załączniku. Jeśli byłbyś zainteresowany umieszczeniem go w całości, daj mi znać!”. To podejście jest trochę szybsze, na dodatek bloger / redaktor od razu otrzymuje tekst i może go ocenić. Najlepiej samemu sprawdzić, z którym sposobem kontaktu czujemy się lepiej, i który dla nas lepiej działa.

Najważniejsze, co należy wziąć pod uwagę, to…

  1. Poświęć czas na napisanie / zdobycie naprawdę dobrego artykułu. Czasem warto będzie za niego zapłacić.
  2. Nie rozsyłaj tego samego tekstu do wielu witryn. Każdy artykuł ma być unikalny – gdyby ktoś chciał umieścić skopiowany tekst to by to zrobił bez twojej pomocy.
  3. Przy kontakcie z właścicielem strony stale podkreślaj, co w tej wymianie jest dla niego. Ty dostajesz link, a on świetny artykuł okraszony zdjęciami, nową treść dla czytelników, umocnienie pozycji strony jako znającej się na danym temacie i inne tego typu wartości.

Dziwne, że Guest Posty nie są metodą szerzej wykorzystywaną. W końcu nie zdobywają tylko linków – budują też świadomość marki, przy ich wkorzystaniu nawiązuje się relacje, które mogą przerodzić się w długoterminową współpracę owocującą przy kolejnych kampaniach. Niestety, łatwiej jest chyba włączyć mieszarkę tekstów, postawić kolejne kilkadziesiąt autoblogów, a linki klienta w razie czego zdjąć z zapleczówek. Smutna polska rzeczywistość...

--
Sebastian Baliński

22 lutego 2011

Nie od każdego warto kupować usługę pozycjonowania

Białe czy czarne SEO? To spór toczący się w branży nie od dziś. Specjaliści spierają się po pierwsze o to, co zaliczyć do jednego, a co do drugiego typu działań. Po drugie… o to, czy nawet jeśli coś określane jest mianem black hat… to czy na pewno jest tak do końca złe.

W skrócie rzecz ujmując i nie wnikając w szczegóły… białe SEO to wykorzystywanie wyłącznie takich technik działania, na które zezwalają m.in. regulaminy poszczególnych wyszukiwarek, a także stosowanie się do ogólnie uznanych w branży internetowej standardów – spisywanych, publikowanych i sygnowanych przez organizacje typu IAB. Jedną z ważniejszych wytycznych w white hat SEO jest ponadto etyka biznesowa, która zapewnia klientowi agencji SEO pełną wiedzę i kontrolę nad działaniami (i ich konsekwencjami) wdrażanymi dla jego serwisu.

Jeśli klient nie wie jakich metod pozycjonowania używa obsługująca go firma, bo nie został o nich poinformowany, a do tego sam nie potrafi sprawdzić czy stosowane metody są całkowicie bezpieczne czy ewentualnie mogą narazić go na jakieś straty... sprawa może przybrać bardzo niekorzystny obrót, jak stało się to w przypadku J.C. Penney...

New York Times odkrył, że jedna z dużych marek e-commerce - JCP w okresie największych wzrostów sprzedaży online (m.in. pod koniec roku) pojawia się na bardzo wiele różnych zapytań (ogólnych i szczegółowych, dot. odzieży oraz wyposażenia wnętrz) na pierwszych pozycjach w wynikach wyszukiwania Google. Niejednokrotnie - na zapytanie zawierające nazwę producenta określonych artykułów, link do sklepu pojawiał się wyżej, niż strona tego producenta. Po głębszej analizie tej sytuacji okazało się, że do stron JCP prowadzą tysiące linków ze stron tworzonych wyłącznie dla gromadzenia tego typu odnośników (więcej o SWL tutaj) oraz z witryn kompletnie niezwiązanych tematycznie z ofertą JCP. Sprawa została zgłoszona przez NYT do Google i rozpoczęto wyciąganie konsekwencji z powodu łamania przez J.C. Penney regulaminu wyszukiwarki i próby manipulowania Page Rankiem. Pozycje sklepu w naturalnych wynikach wyszukiwania na kilkadziesiąt ważnych zapytań spadły z TOP 3 o kilkadziesiąt pozycji (mieszcząc się zaledwie w TOP 100). To olbrzymie straty finansowe dla sklepu, choć jego przedstawiciele w oficjalnych komunikatach przekonują, że odnotowywali z wyników organicznych zaledwie 7% ruchu (reszta pochodziła rzekomo przede wszystkim z linków sponsorowanych).

Poruszony na łamach New York Times temat spamowania Google przez JCP ma jeszcze kilka aspektów, o których można przeczytać w materiale źródłowym (m.in. spekulacje dziennikarzy dot. kwestii 'zbyt łagodnej' reakcji Google na tę sytuację, a także estymacje rzeczywistych strat finansowych poniesionych przez JCP w wyniku utraty pierwszych pozycji w organicznych wynikach wyszukiwania Google). Tutaj nie będziemy tego omawiać, ponieważ chcemy zwrócić uwagę przede wszystkim na inny fakt - na to, jak istotna jest umiejętność weryfikacji metod SEO stosowanych przez obsługującą nas agencję.

Wielu firmom zapewne przyda się podpowiedź - jak sprawdzić czy ich strona nie jest przypadkiem pozycjonowana tzw. zapleczem (jak to miało miejsce w w/w sytuacji)...

Wchodzimy na Yahoo Site Explorer: siteexplorer.search.yahoo.com

Wpisujemy adres naszej strony. Klikamy na 'inlinks'. Z prawej wybieramy 'Except from this domain' oraz 'Entire site'.

Przeglądamy linki. Jeżeli znajdą się tu jakieś dziwne treści, strony z tekstami piosenek, wierszykami, strony podejrzane, o zerowej przydatności dla użytkowników, niezwiązane z tematyką naszej strony, wtedy prawdopodobnie jest to jakieś zaplecze.

Oto kilka przykładów:
http://www.kadencja6.kyk.waw.pl - linki w stopce
http://www.suple.cyk.waw.pl - linki w stopce
http://www.gajcy-tadeusz.e-wierszyki.com - linki w stopce
http://www.mentis.esygesy.waw.pl - linki w stopce
http://www.literatura-piekna-i-popularna.extraordinaryed.info - linki w stopce
http://author-t.miscellaneous24.waw.pl - linki w stopce

Więcej porad znajdziecie tutaj. Polecamy lekturę wszystkim, którzy kupują usługę pozycjonowania, którym zależy na dobrym wizerunku własnej marki i którzy chcą, aby realizowane dla nich działania SEO nie stwarzały ryzyka nałożenia kar na ich serwis WWW przez wyszukiwarkę.

--
Aneta Mitko

26 października 2010

SEO copywriting – często popełniane błędy

Albo dla ludzi albo dla robotów
Pewną sztuką jest pogodzenie dwóch zasadniczych celów SEO – tekstu. Musi on być jednocześnie interesujący dla czytelnika i dla wyszukiwarki. Jednym z często popełnianych błędów jest redagowanie materiałów, które spełniają tylko jedno z tych zadań – albo artykuł jest porywający i nie można się od niego oderwać. Zachwyca wszechstronnością autora, dowcipem, mnogością trafnych skojarzeń, nawiązań, porównań… ale nie jest zoptymalizowany pod kątem wyszukiwarek internetowych, więc trudno go w Sieci znaleźć. Albo z kolei nabity jest słowami kluczowymi, trafia nawet na pierwsze strony wyników wyszukiwania, ale człowiek nie jest w stanie przez taki tekst przebrnąć. Tymczasem… te dwie sprawy trzeba pogodzić, aby zyskać i czytelnika i dobre miejsce w wynikach wyszukiwania.

Kopiuj – wklej
Kopiowanie cudzych tekstów… Zdarza się nader często, a nie warto tego robić. Pomijając kwestie etyczne i prawa autorskie (które w Internecie także obowiązują)… nie opłaca się kopiować materiałów z innych stron, ponieważ wyszukiwarki to wykrywają i kwalifikują jako tzw. duplicate content, co odbiera wartość stronie, która – nawet jeżeli zostanie zaindeksowana przez roboty wyszukiwarek – to znajdzie się przez to znacznie niżej w rankingu np. Google.

Dobór fraz kluczowych „na oko”
Aby pisać teksty zoptymalizowane pod określone słowa i frazy kluczowe, tak by wspomagały one pozycjonowanie serwisu, trzeba te słowa i frazy dobrze sobie zdefiniować. Często popełnianym błędem jest „wymyślenie” słów kluczowych i zastąpienie gruntownej analizy działaniem typu „wydaje się, że to będzie pasowało”. Nie o to przecież chodzi! Należy zastanowić się, co jest celem strony / tekstu, na jakie słowa wpisywane w wyszukiwarkach ma się ta strona / tekst pojawiać wysoko. Trzeba sprawdzić konkurencyjność wybranych fraz, ocenić ile osób wpisuje tego typu zapytania i co się pojawia w odpowiedzi na te zapytania. Finalnie, zmodyfikować odpowiednio zestaw najistotniejszych słów i fraz kluczowych (doprecyzowując je lub np. znajdując jakieś niszowe propozycje, których konkurencja nie wykorzystuje) i… dopiero zacząć pisać.

Brak umiaru w słowach
Kiedy już wiadomo, na jakim zestawie słów kluczowych ma bazować redaktor tekstu, powinien on zrobić wszystko, by ustrzec się przed tzw. nadmiernym zagęszczaniem materiału frazami kluczowymi. Niestety, wielu autorów popada w tym momencie w przesadę, co wcale nie jest dla tekstu korzystne. Po pierwsze, zwykle czyta się go wtedy gorzej, bo brzmi nienaturalnie. Po drugie, przeładowanie tekstu słowami kluczowymi (tzw. przeoptymalizowanie) może zostać uznane przez wyszukiwarkę za spam, a to nie pomoże w podnoszeniu pozycji strony w rankingu wyszukiwania.

Synonimy… nie gryzą!
Pisząc SEO – teksty łatwo wpaść w schemat. Wiele osób tak koncentruje się na słowach kluczowych, że zapomina o tym, aby stosować czasem ich synonimy, wyrazy bliskoznaczne czy choćby różne formy gramatyczne danego słowa, a także wzbogacać materiał o popularne w danym języku połączenia słowa kluczowego z innymi (np. w często używanych związkach frazeologicznych). Zabieg ten nie tylko doda lekkości stylowi, ale także pozytywnie wpłynie na pozycjonowanie strony, na której opublikowany jest tekst, ponieważ wyszukiwarki potrafią obecnie coraz lepiej analizować język i rozpoznawać m.in. właśnie określenia synonimiczne. Dzięki temu tekst optymalizowany pod wybrane frazy kluczowe, w którym pojawiają się także synonimy słów kluczowych, zyskuje „w oczach wyszukiwarki” na mocy, a co za tym idzie, ma szansę na wyższe pozycje w wynikach wyszukiwania.

Zły początek
W tekstach optymalizowanych pod kątem wyszukiwarek i określonych słów kluczowych należy szczególną uwagę zwrócić na ich konstrukcję, najbardziej na tytuł i pierwszy akapit, a także na ewentualne śródtytuły w materiale. Początek ma znaczenie strategiczne, gdyż właśnie ten fragment (tj. tytuł i pierwszy akapit) jest najistotniejszy dla wyszukiwarki. Tam powinny się znaleźć najważniejsze słowa kluczowe, tymczasem… redaktorzy czasami lekceważą tę kwestię. Brak kluczowych fraz w tytule i w pierwszym akapicie (najlepiej na samym jego początku) to błąd z punktu widzenia SEO.

Nie ma w co klikać
SEO copywriter powinien zadbać o treść, o odpowiednie sformatowanie tekstu, a także o to, aby wzbogacić go odpowiednimi odnośnikami (wewnętrznymi i zewnętrznymi). Nie jest to dziś wyłącznie zadanie webmasterów. Redaktorzy odpowiedzialni za optymalizację tekstu zapominają, że decyzje dotyczące tego, które słowa czy frazy w tekście podlinkujemy do jakiej strony, wpływają na proces pozycjonowania danego materiału. Warto pamiętać zatem, że – o ile to możliwe – słowa kluczowe w tekście powinny linkować do innych podstron serwisu (odpowiednio dobranych tematycznie, co zresztą także dobrze wpłynie na ich pozycjonowanie) lub do źródeł zewnętrznych (także powiązanych tematycznie). To podnosi rangę materiału, który ma szansę być wówczas lepiej sklasyfikowany przez wyszukiwarkę.

Tagi, URLe i inne sprawy „techniczne”
Czyli… często spotykane błędy, które stosunkowo łatwo wyeliminować. Niepodpisane obrazki ilustrujące tekst, brak tzw. altów (alternatywny opis grafiki), źle nazwane pliki (PDFy, video) będące częścią materiału… a wszędzie tam można (choć z umiarem) stosować słowa kluczowe. Częstym niedopatrzeniem jest także adres WWW strony z optymalizowanym materiałem, który nie zawiera słów kluczowych oraz brak użytecznego z punktu widzenia SEO, a także atrakcyjnego dla użytkownika title i description tej strony. Co prawda, meta tagi mają już obecnie nieco mniejsze znaczenie, jeśli chodzi o pozycjonowanie, ale nadal pełnią funkcje marketingowe, które mogą zdecydować o tym, czy internauta, przeglądając stronę z wynikami wyszukiwania, na której widać tylko owe titles i descriptions, kliknie w dany odnośnik czy nie.

I jeszcze odrobina wsparcia :)
Na koniec… zamiast zostawiać zoptymalizowany materiał samemu sobie, warto zaangażować się w jego popularyzowanie online, zapewniając w wybranych miejscach Sieci linki prowadzące do niego. Zależnie od charakteru i celu publikacji, mogą to być różnego rodzaju strony. Istotne jest zawsze to, aby były one tematycznie pokrewne i by umieszczenie na nich odnośnika było uzasadnione.

--
Aneta Mitko

27 sierpnia 2010

Co Wy na to?

Informacja o tej dość żenującej akcji znaleziona na Blipie.

"Przedmiotem aukcji jest bardzo mocny link na GŁÓWNEJ STRONIE w bardzo popularnym serwisie TVP telegazeta.tvp.pl PR 6 (tvp.pl - PR7). TYLKO TERAZ PROMOCYJNA CENA 122 ZŁ BRUTTO / 30 dni".

Heh... "gratulujemy" Telewizji Polskiej.

Poważna instytucja... z misją. No i chętni się znaleźli :-/





--
Redakcja

18 sierpnia 2010

Google wymaga transparentności

I bardzo dobrze!

Od lutego 2011 każda agencja SEM, która nie chce dać swoim klientom dostępu do konta AdWords, na którym prowadzone są ich kampanie reklamowe (w domyśle – nie chce ujawnić na przykład, jakie są realne koszty kliknięcia w linki sponsorowane), będzie musiała to zrobić. Jeżeli nie ujawni klientowi żądanych przez niego informacji, klient może zwrócić się bezpośrednio do Google i poprosić o stosowne raporty dotyczące prowadzonych dla niego kampanii PPC. W takim przypadku jednak nie obędzie się najpewniej bez restrykcji - agencja może stracić certyfikat Google.

Zmiana wydaje się sensowna, pod warunkiem, że rynek będzie uświadomiony. Klienci muszą wiedzieć, że mają prawo żądać od obsługującej ich agencji pełnej transparentności, że mają możliwość odwołania się do Google, by poznać prawdziwe CPC oraz inne szczegóły dot. ich własnych kampanii.

Jeśli rynek będzie dostatecznie wyedukowany, z pewnością wyjdzie to na dobre całej branży. Ukróci się wszelką ‘pakietową sprzedaż klików’, w której często za kliknięcie kosztujące agencję x zł klient płaci z góry 10 razy więcej. Reklamodawcy przekonają się (co zapewne jest jednym z głównych celów Google), że reklama w tej wyszukiwarce naprawdę nie musi być droga.


To nasza opinia, ale pewnie są też inne zdania na ten temat. Zapraszamy do dyskusji - tutaj (w komentarzach pod wpisem) lub na Facebooku.

--
Aneta Mitko

6 sierpnia 2010

Znaki handlowe a słowa kluczowe

"Europejski Trybunał Sprawiedliwości potwierdził prawo Google do umożliwienia reklamodawcom licytacji słów kluczowych będących znakami towarowymi innych firm" - powiedział Artur Waliszewski, Country Director, Google Polska. "Zmiana ta pozwala ujednolicić nasze zasady na całym świecie."

Tak więc od 14 września tego roku, firma reklamująca się w Google będzie mogła używać słownych znaków towarowych innych firm jako swoich słów kluczowych w kampaniach PPC (do tej pory w Polsce i prawie całej Europie nie można było tego robić). Oznacza to, że jeśli np. internauta wpisze w wyszukiwarce słowo kluczowe będące znakiem towarowym producenta telewizorów, zobaczy on dopasowane reklamy sklepów oferujących dany sprzęt, porównywarek cen, serwisów z recenzjami, sprzedawców produktów z drugiej ręki, a nawet reklamy innych producentów telewizorów. Nadal nie można natomiast używać cudzych słownych znaków handlowych we własnych tekstach reklamowych. To nie ulega zmianie.

Co się zmieni w praktyce?

Google przekonuje, że reklamy serwowane internautom będą teraz "jeszcze lepiej dopasowane" do ich potrzeb. Z pewnością zniknie (bądź ulegnie pewnemu złagodzeniu) temat nieetycznych zachowań w biznesie, bazujących na korzystaniu z popularności konkurencji, no bo... skoro można... oficjalnie... to czemu nie? :/ Reklamujące się w wyszukiwarce sklepy będą miały teraz nieco łatwiej i prawdopodobnie wykorzystają możliwości promowania się poprzez wizerunek znanych i uznanych marek, które mają w swojej ofercie. I jeszcze jedno... być może zwiększy się liczba spraw sądowych dotyczących wykorzystywania zastrzeżonego znaku towarowego. Nadal pozostaje bowiem kwestia przestrzegania polskiego prawa, które jest przecież nadrzędne względem tego "google'owego"... a w Polsce reklama, w której korzysta się z oznaczeń przynależnych innym przedsiębiorcom, nie jest dozwolona. Dotyczy to nawet oznaczeń nie stanowiących zastrzeżonego znaku towarowego. Jest więc tutaj pewien problem...

--
Aneta Mitko

28 lipca 2010

SERP jak czołówki gazet

No i mamy kolejny przypadek wybrzmienia "głosu ludu" :-) poprzez wyniki wyszukiwania Google. Teraz jednak nie chodzi o nasze podwórko.

Tym razem ofiarą padł Watykan, który został "zdepozycjonowany", w wyniku czego oficjalna strona internetowa Stolicy Apostolskiej spadła w naturalnych wynikach wyszukiwania we włoskim Google z pierwszej pozycji na rzecz... pedofilo.com. Efekt był taki, że internauci, którzy wpisywali w wyszukiwarce zapytanie "Vatican", widzieli w wynikach wyszukiwania na pierwszym miejscu odnośnik do w/w pedofilo.com.

Akcja, jak to zwykle bywa w takich przypadkach, miała charakter przede wszystkim "pokazowy", z pewną dozą ideologii w tle. Jej autorzy zaprotestowali przeciwko seksualnym aferom, w których uczestniczą przedstawiciele duchowieństwa (nie ponosząc przy tym żadnych konsekwencji swoich czynów), oraz... POKAZALI, ŻE POTRAFIĄ... "pozycjonować", a Google ciągle jest bezradne w takich sytuacjach.

Niespecjalnie etyczna strategia promocji, ale - jak widać - skuteczna. Dwa kontrowersyjne tematy w jednym wątku (niemoralni księża i nieetyczne pozycjonowanie) i dwie najbardziej rozpoznawalne "marki" świata - Watykan i Google. To po prostu MUSI budzić zainteresowanie. Prawda? :)

--
Aneta Mitko

13 lipca 2010

Google manipuluje wynikami wyszukiwania

Media internetowe, za Financial Times, podają informacje, o tym, że administratorzy Google manipulują wynikami wyszukiwania dla wszystkich słów kluczowych. Mogą nawet całkowicie usunąć jakiś artykuł czy inną treść z indeksu, bez wiedzy i zgody autora... Takie postępowanie podważa zaufanie do Google bo otwiera drzwi do nadużyć. Łatwo przecież wyobrazić sobie sytuację, w której Mountain View modyfikuje "naturalne" wyniki wyszukiwania na zlecenie jakiegoś reklamodawcy (bez oznaczania ich jako sponsorowane)... To pierwsze głosy oburzenia, które pojawiły się online w odpowiedzi na oświadczenie Google.

Co na ten temat sądzi branża SEO?

Poniżej opinie specjalistów z agencji Bluerank, którzy zajmują się optymalizacją i pozycjonowaniem stron internetowych w wyszukiwarkach.

Patrycja Tomczak

Działanie Google oparte jest na matematycznym algorytmie. W początkach istnienia wyszukiwarki, przy ustalaniu wyników, brane było pod uwagę tylko kilka czynników, teraz tych czynników jest kilkadziesiąt. Aby zapobiegać i walczyć z nadużyciami, algorytm jest cały czas rozwijany, ale - co wszyscy możemy zaobserwować używając wyszukiwarki - automatycznie rozwiązania nie zawsze dają 100% gwarancję otrzymania wyników dobrej jakości. Jak podaje Financial Times, Google posiada grupę pracowników odpowiedzialną za 'ręczną' modyfikację wyników wyszukiwania - modyfikacja ta służy przede wszystkim poprawie jakości wyników - ma pomóc w 'przebiciu się' w rankingu mniejszym, ale lepszym jakościowo stronom, ponad duże serwisy, które często nie oferują informacji wysokiej jakości, jednak mają za sobą o wiele większy potencjał SEO (w/w czynniki). Mam nadzieję, że kolejnym krokiem Google będą prace nad wdrożeniem automatycznego rozwiązania zapewniającego wyższą jakość wyników. W ten sposób będzie można odeprzeć zarzuty odnośnie celowego faworyzowania / deprecjonowania określonych stron, a główny cel, czyli zadowolenie użytkownika końcowego z wyników, zostanie osiągnięty.

Wojtek Stats

Sytuacja, w której Google może ręcznie modyfikować wyniki wyszukiwania nie jest niczym nadzwyczajnym – w końcu administrator każdego systemu ma do niego pełny dostęp i chce mieć wpływ na znajdujące się w nim zasoby - obojętnie czy jest to małe forum internetowe czy największa na świecie wyszukiwarka. Nie znamy jednak dokładnie skali tego zjawiska. Z jednej strony może wynikać ono z niedoskonałości algorytmu Google (indeksowanie zasobów i obliczanie pozycji) oraz chęci poprawy rezultatów wyszukiwania, tak aby zawierały one najbardziej istotne witryny, z drugiej jednak strony - rzeczywiście rodzi się podejrzenie, że Google może promować wybrane witryny na zlecenie największych reklamodawców, nie oznaczając ich przy tym jako linki sponsorowane.

Moim zdaniem, istotną kwestią jest tutaj rynek SEO, a w zasadzie jego duże nasycenie i konkurencyjność, która wymusza stosowanie różnych praktyk pozycjonerskich. Prowadzi to do sytuacji, w której w czołówce wyników wyszukiwania często znajdują się strony o kiepskiej wartości merytorycznej, które posiadają jednak wysoki wskaźnik page rank oraz dużą ilość linków zewnętrznych, mających największy wpływ na zajmowaną pozycję. Algorytm Google nie może sobie z takimi praktykami poradzić, dlatego też koncern z Mountain View chce pokazać, że może usunąć dowolną witrynę z indeksu... choć oczywiście całkowita ręczna filtracja wyników wyszukiwania jest dziś raczej nieprawdopodobna.

Mateusz Kicki

Temat wydaje się dość śliski. W sumie, nie wiemy jaka jest wiarygodność tego artykułu, gdyż nie mamy, żadnych dowodów na to, że pracownik Google rzeczywiście udzielił takich informacji. Jeśli miałoby tak być... wydaje mi się, że byłby to początek końca. Mówiąc o dużych stronach, które się osłabia, aby dać szansę mniejszym biznesom, dochodzimy do pytania - które strony są na tyle duże, żeby je osłabić, a w którym miejscu zaczynamy już 'krzywdzić' witryny przez lata dbające o swoją pozycję i reputację... jak się okazuje - po to, by im ją teraz 'zabrano i rozdano innym'. Normalnie komunizm marketingowy ;)

Druga kwestia jest taka, że chyba nie ma osób, które potrafiłyby idealnie - obiektywnie i bez pomyłki - ocenić i stwierdzić, czy content dowolnej witryny jest na tyle wartościowy, aby nie obniżać pozycji strony w SERPach. Czy Google posiada w tym zespole 'ręcznej manipulacji' ekspertów z każdej dziedziny wiedzy? Wszystko zaczyna zahaczać o subiektywne odczucia pracownika Google, co nie zawsze musi być właściwe i sprawiedliwe. A tak nie powinno z pewnością być.

--
Redakcja

3 lipca 2010

Wykorzystywanie konkurencji

Kolejny namierzony przez nas przykład wykorzystywania cudzych znaków handlowych w linkach sponsorowanych...

Po wpisaniu w Google zapytania "Castorama" pojawia się reklama Leroy Merlin :/

PS
Przy tej okazji zachęcamy do subskrybowania na Blipie tagów: #PPC, #SEM, #SEO... oraz oczywiście naszych wpisów :) wtedy nic ważnego, co dzieje się w branży raczej Was nie ominie :)

--
Redakcja

14 maja 2010

Reklama online w czasie żałoby narodowej

Gemius opublikował raport - Reklama internetowa w Polsce w czasie żałoby narodowej.

Jak się okazuje, tygodniowa żałoba narodowa mocno zmieniła obraz mediów interaktywnych w Polsce. Jednym ze znaczących zjawisk było wstrzymanie emisji dużej części reklam internetowych w dniach 10 - 18 kwietnia. Prezentowane w raporcie dane nie odnoszą się co prawda bezpośrednio do reklamy w wyszukiwarkach, ale można zaryzykować stwierdzenie, że i tutaj poważni reklamodawcy nieco powstrzymali się od działań marketingowych. Wyjątkiem, jak zwykle w takich sytuacjach, są media, które np. poprzez linki sponsorowane kierują internautów do publikowanych przez nie materiałów odnoszących się do zdarzenia poprzedzającego żałobę... a także - niestety - ci, którzy bezmyślnie i nieetycznie żerują na tego typu sytuacjach.


Popatrzcie jak, wg danych Gemiusa, zmalała aktywność reklamowa w poszczególnych branżach (zjawisko zostało zilustrowane na bazie porównania dwóch okresów - czasu żałoby oraz analogicznego tygodnia w marcu br.).



--
Aneta Mitko

23 kwietnia 2010

Uwaga na cyberprzestępców!

Coraz częściej popularne w danym okresie zapytania wpisywane przez internautów do wyszukiwarek wykorzystywane są przez cyberprzestępców, którzy pozycjonują się na takie właśnie frazy i przyciągają nas na specjalnie spreparowane strony WWW, które... infekują nasze komputery. Okazji do takich działań jest całkiem dużo. Ostatnie dwa przykłady to między innymi katastrofa prezydenckiego samolotu czy aktualizacja oprogramowania antywirusowego, o czym wiele pisały internetowe media.

(...) Bardzo często wyszukiwanymi obecnie hasłami w Google są te dotyczące przyczyn katastrofy czy też danych technicznych samolotu prezydenckiego. Niestety, wśród wyników trafiają się strony, które nie zawierają żadnych informacji o tragedii, lecz infekują komputer użytkownika szkodliwym oprogramowaniem (...) - ostrzega Dziennik Internautów.

(...) Wykorzystując niedozwolone techniki optymalizacji wyników wyszukiwania (SEO), oszuści utworzyli strony internetowe pełne treści, które na pierwszy rzut oka wydają się być związane z problemem fałszywych alarmów McAfee, ale naprawdę są przeznaczone do infekowania komputerów odwiedzających. Twórcom fałszywego oprogramowania zabezpieczającego udało się ulokować te witryny na pierwszej stronie wyników wyszukiwania Google dla fraz takich, jak Mcafee Update, Mcafee 5958, Mcafee Virus Removal itp. (...) - podaje Gazeta.pl

Niestety, dziś trzeba liczyć się z tym, że nieetyczne techniki manipulacji wynikami wyszukiwania wykorzystywane są nie tylko przez firmy, które oferują usługi pozycjonowania za pomocą tzw. black hat SEO, ale także przez internetowe środowiska przestępcze. Co prawda, wyszukiwarki często ostrzegają internautów oznaczając 'podejrzane' wyniki wyszukiwania jako 'strony niebezpieczne', ale... warto pamiętać o przytoczonych wyżej przykładach i przy kolejnym szczycie popularności określonych zapytań... mieć się na baczności.

--
Aneta Mitko

21 kwietnia 2010

Szukanie przez pozycjonowanie

Szukanie pracy przez pozycjonowanie... na przykład swojego profilu na Goldenline czy innym serwisie społecznościowym... to znak naszych czasów.

Coraz częściej agencje, takie jak Bluerank, dostają zapytania ofertowe zawierające tego typu prośby - "Chcę wypozycjonować organicznie profil na GL tak, aby pokazywał się on wysoko w Google na zapytanie [w tym miejscu pojawia się nazwa stanowiska]". Oczywiście, jako firmy działające w sektorze B2B, agencje SEM raczej nie zajmują się tego typu zleceniami, ale... rzecz jest interesująca ponieważ... Często są to osoby, które szukają pracy w branży SEO :-)

Sprowokowało nas to do pewnych poszukiwań. Sprawdziliśmy na przykład, co pojawia się w naturalnych wynikach wyszukiwania na zapytania zawierające nazwy stanowisk charakterystycznych dla sektora SEM. Poza linkami do firmowych stron agencji search engine marketing, są oczywiście m.in. odnośniki do portali z ofertami pracy oraz do stron tematycznie powiązanych z tą dziedziną (np. newsy z witryn informacyjnych o zmianach kadrowych w agencjach). Wśród SERP'ów był/y też profil/e z Goldenline.pl. Niestety... pozycjonowane wedle naszej (i nie tylko naszej) oceny - nie do końca etycznie, bo z pomocą systemów SWL.

Pytanie - czy można zatem pozycjonować profil GL opierając się tylko na white SEO? Naszym zdaniem jest to pracochłonne, nie gwarantuje 100% sukcesu, ale warto próbować. W grę wchodzi choćby optymalizacja tekstu zawartego w profilu, a także naturalny sposób budowania link popularity, na przykład poprzez podpisywanie swoich artykułów publikowanych online nie tylko nazwiskiem, ale także linkiem do własnego profilu prezentującego zawodową sylwetkę plus... rzeczywista aktywność na łamach samego serwisu. Oczywiście, jako zwykli użytkownicy portalu, nie mamy wpływu na jego wewnętrzną strukturę, na optymalizację kodu HTML etc. - co jest jednym z ważniejszych elementów działań SEO, więc sprawa jest utrudniona, jednakże portale tego typu najczęściej dbają o to, by ich strony były dobrze indeksowane przez wyszukiwarki.

Konkluzja
Szukając pracy pozycjonuj się uczciwie. To przecież buduje Twój wizerunek!

--
Aneta Mitko

12 kwietnia 2010

Granice... reklamy i dobrego smaku

Reklama kontekstowa i zyski z niej mają swoje granice, ponieważ istnieją granice dobrego smaku w reklamie, których nie powinno się przekraczać. Niestety, nie wszyscy reklamodawcy to rozumieją... i za wszelką cenę, chciałoby się powiedzieć w tym miejscu - po trupach, dążą do celu.



Szkoda, że w polskim Internecie zdarzają się takie rzeczy, zwłaszcza, że realizator tej kampanii niewiele osiągnie, bo przecież chyba nikt nie potraktuje takiej reklamy poważnie, a o efekcie wizerunkowym... w ogóle nie ma co mówić w takim przypadku - po prostu ŻENADA.

Aktualizacja --> http://bluerank.blogspot.com/2010/05/reklama-online-w-czasie-zaoby-narodowej.html

--
Aneta Mitko

17 grudnia 2009

Marketing w wyszukiwarkach - raport

Portal interaktywnie.com wraz z Partnerami - IAB Polska, Money.pl oraz agencją Bluerank wydał właśnie raport poświęcony marketingowi w wyszukiwarkach internetowych... a w nim między innymi:

Zachęcamy do lektury.
Marketing w wyszukiwarkach - raport do pobrania (PDF).

Jeżeli macie jakiekolwiek pytania merytoryczne - prosimy o kontakt.

--
Aneta Mitko

8 grudnia 2009

Nieetyczne pozycjonowanie - FAQ

Jak można zdefiniować nieetyczne metody pozycjonowania?

Nieetyczne metody pozycjonowania to termin, który budzi wiele kontrowersji w środowisku SEO, jest to bowiem pojęcie dość płynne. Agencje search engine marketing zrzeszone w IAB Polska przyjęły jednak pewien standard i tego się trzymają. Otóż... za "nieetyczne", nielegalne czy też niedozwolone techniki SEO uważa się te metody, które nie są zgodne z regulaminami (wytycznymi) wyszukiwarek internetowych, oraz które zaprzeczają idei dostarczania użytkownikom Sieci wysokiej jakości (i adekwatnych do zapytań) wyników wyszukiwania. Pierwsze zestawienie technik black hat SEO przygotowane zostało i opublikowane przez IAB Polska na przełomie 2004 i 2005 roku.

Wśród metod niezgodnych z zasadami znajdują się m.in.: wprowadzanie słów kluczowych sprzecznych z treścią witryny, ukrywanie ich poprzez użycie tekstu w kolorze tła, stosowanie ukrytych warstw, czy tzw. cloaking, czyli serwowanie robotom wyszukiwarek specjalnie spreparowanej wersji strony... Czy w chwili obecnej, w wyniku zmian w branży SEO, doszły jakieś inne, nieakceptowane sposoby pozycjonowania?

Od kilku lat na pierwszym planie w tym temacie są tzw. SWL'e. To - budzące wiele kontrowersji w branży - systemy wymiany linków, które chętnie stosowane są przez środowisko black hat SEO, ale w oczach internautów nie są one wartościowe czy użyteczne. Wyszukiwarki też ich "nie lubią" :).

Co może grozić w przypadku stosowania poszczególnych nieetycznych metod pozycjonowania?

Istnieją różne formy kar nakładanych przez Google za stosowanie black hat SEO. Strona może być usunięta lub czasowo usunięta z indeksu wyszukiwarki. Jej dotychczasowa pozycja może zostać obniżona o X miejsc. Strona może nie pokazywać się w naturalnych wynikach wyszukiwania na określone zapytanie (słowo lub frazę kluczową). Pamiętać należy przy tym, że niektóre kary nakładane są na określony czas (i jest to niezależne od naszych działań), a niektóre obowiązują do momentu, w którym naprawimy swój błąd. I tak na przykład, jeśli dana witryna pozycjonowana jest z użyciem ukrytego tekstu na jej stronach, a Google to wykryje i nałoży karę, będzie ona cofnięta dopiero wtedy, gdy ukryty tekst zostanie ze strony usunięty. Jeżeli na przykład jakaś witryna z zupełnie "świeżą" domeną zyskała bonusowo (za tę świeżość) wysokie pozycje naturalne w Google, a potem je straciła... trzeba po prostu odczekać... A jeżeli z kolei na pozycjonowanej stronie umieszczono skopiowaną z innej strony WWW treść (tzw. duplicate content), strona taka w ogóle nie ma szans na osiągnięcie wysokich pozycji w Google... Jak widać, warto się orientować w tym, co dozwolone, dopuszczalne, zakazane... bo niewiedza (i stosowanie nielegalnych technik SEO) może drogo kosztować.

Czy prawdą jest, że nieetyczne metody przynoszą efekty w szybszym tempie niż normalne działania SEO? Czy może jest to tylko złudne wrażenie?

Hm... To trochę tak, jak z chodzeniem na skróty. Może się udać i dojdziemy szybciej, ale droga jest mniej pewna i... możemy się na przykład zgubić. Idąc oficjalnie ustaloną trasą dojdziemy na pewno, choć chwilę później. Może black hat SEO daje efekty szybsze, ale white hat SEO przynosi korzyści trwalsze. Trzeba ocenić, co się bardziej opłaca i wybrać właściwe rozwiązanie.

Obecnie branża SEO uległa znacznej profesjonalizacji. Czy w związku z tym można obserwować zanik stosowania nieetycznych form pozycjonowania, czy może „nieetyczna nisza” jest od lat tych samych rozmiarów?

Tak - owa profesjonalizacja branży SEO to między innymi właśnie także etyka. To rozwój agencji, w których pracują kompetentne i wyspecjalizowane zespoły ludzi mających świadomość tego - dlaczego nie warto stosować black hat SEO. Mówiąc brutalnie i wprost - polega to na tym, że coraz mniej wykonawców decyduje się na oszukiwanie klientów... Jeśli nawet stosują "nielegalne" metody pozycjonowania, starają się uprzedzać o ewentualnych konsekwencjach (tych dobrych i tych złych). To najważniejsze w procesie edukowania rynku w temacie white i black hat SEO - żeby klient wiedział na co się decyduje. A klientów wymagających bezpieczeństwa w tym zakresie jest coraz więcej. Wielu z nich doświadczyło już kar Google i nie chcą powtarzać błędów.

A jaka jest świadomość klientów? Zdają sobie sprawę z potencjalnych zagrożeń, wynikających z nieetycznego SEO?

Niestety, najlepiej uświadomieni są ci klienci, którzy już się sparzyli na tzw. black hat SEO. Do Bluerank często trafiają takie właśnie firmy szukając ratunku po tym, jak ich serwis nagle zniknął na przykład z indeksu Google. Wtedy zaczynają się interesować - dlaczego tak się stało, co można zrobić, aby naprawić sytuację i uniknąć podobnych w przyszłości... bo to przecież naraża ich na konkretne straty finansowe. Jest też druga grupa klientów, która martwi się nie tyle (lub nie tylko) o straty finansowe, ale również o kwestie wizerunkowe. To najczęściej duże marki, dla których reputacja jest sprawą bardzo istotną. Takie firmy nie mogą pozwolić sobie na stosowanie w jakikolwiek sposób "podejrzanych" metod pozycjonowania. Klienci reprezentujący takie podmioty wiedzą tyle - i to wystarcza, aby nastawili się na nawiązywanie współpracy z odpowiednimi agencjami SEO. Nie wybierają oni przypadkowych wykonawców.

Jeszcze kilka lat temu, spora grupa klientów zainteresowanych usługami SEO, stawiała na efekty, nie licząc się z konsekwencjami działań niezgodnych z zasadami. Czy dziś ta świadomość jest już wyższa? Łatwiej przekonać klienta, że nie tędy droga?

Na pewno łatwiej przekonać klienta, że nie tędy droga... choćby dlatego, że same wyszukiwarki "dużo mówią" na ten temat. Powszechnie dostępne są ich regulaminy, wszelkiego rodzaju porady dla webmasterów i inne wytyczne, w których wyraźnie podkreśla się, co może poprawić pozycję strony, a co może spowodować jej spadek lub czasowe wyrzucenie z indeksu. Coraz częściej też możemy przeczytać wywiady ze specjalistami Google odpowiedzialnymi za jakość wyników wyszukiwania, w których to wywiadach polecają na przykład wymagać od wykonawcy SEO jasnego zobowiązania do stosowania etyki white hat, ponieważ bez niej nie można wykluczyć użycia podejrzanych metod... A jak wiadomo, coś takiego może na dłuższą metę wyrządzić więcej szkód niż pożytku.

Czy można już coś powiedzieć na temat nieetycznych metod pozycjonowania w Bingu?

Stopień "nieetyczności" poszczególnych metod SEO pozostaje ten sam, niezależnie od wyszukiwarki (bo to dotyka szerszego problemu - etyki w biznesie w ogóle). Można mówić tu natomiast o tym, co jest legalne lub nielegalne wedle zaleceń danej wyszukiwarki... a to z kolei bardzo często wiąże się na przykład z jej zaawansowaniem technologicznym i możliwościami weryfikowania stosowanych przez pozycjonerów metod. To już zupełnie inny problem... Zatem... Pozycjonując serwis WWW w wyszukiwarce Bing, tak jak w każdej innej wyszukiwarce, nie powinno się spamować, oszukiwać użytkownika i obniżać jakości wyników wyszukiwania. Czy natomiast Bing potrafi to wykryć i ukarać za ukryty tekst czy duplikowaną treść... O to należałoby spytać tych, którzy praktykują black hat SEO :-)

--
Aneta Mitko

24 listopada 2009

Zapytaj eksperta SEM

Dla firm zainteresowanych działaniami SEO i PPC
Po przewodniku SEM, wydanym na przełomie września i października tego roku przez IAB Polska, przedstawiciele branży search engine marketing po raz kolejny wychodzą naprzeciw oczekiwaniom biznesu, przymierzając się do wydawania cyklicznych porad z zakresu SEM, w oparciu o pytania zgłaszane przez przedsiębiorców.

Agencja Bluerank, która jest współautorem praktycznego przewodnika SEM sygnowanego przez IAB Polska (wydanego w tym kwartale br. przy współpracy z Media Marketing Polska) planuje rozszerzyć projekt tworzenia poradników search engine marketing dla firm.

W pierwszym etapie zamierzamy zgromadzić pytania i problemy z zakresu działań SEO oraz PPC, zgłaszane przez przedstawicieli firm, które samodzielnie promują się w wyszukiwarkach, by potem - na ich podstawie - opracowywać tematyczne poradniki podpowiadające – jak skutecznie prowadzić kampanię linków sponsorowanych czy na przykład optymalizować swoją witrynę.

Przedsiębiorcy mogą zadawać pytania i zgłaszać propozycje interesujących dla nich tematów SEM pisząc na adres pytania@bluerank.pl.
Inicjatywa tego typu nie jest pierwszym edukacyjnym projektem Bluerank. Przedstawiciele agencji – jako jedni z pierwszych w Polsce – uświadamiali rynek poruszając zagadnienia tzw. białego i czarnego SEO. Maciek Gałecki, obecny szef Bluerank, był inicjatorem i współautorem m.in. Kodeksu etycznego SEO, wydanego przez IAB jeszcze w 2004 roku.

--
Aneta Mitko

19 listopada 2009

White Hat SEO wg Google

Google i jakość wyników wyszukiwania...

Oficjalny wywiad z pracownikiem Google - Kasparem Szymańskim
między innymi o tym, jakich wykonawców SEO należy unikać.

(...) Osobiście raczej byłbym ostrożny, jeżeli doradca SEO nie jest w stanie dokładnie wyjaśnić, jak zamierza zwiększyć widoczność witryny w Internecie. Polecam również wymaganie jasnego zobowiązania do stosowania etyki white hat, ponieważ bez niej nie można wykluczyć użycia podejrzanych metod. A jak wiadomo, coś takiego może na dłuższą metę wyrządzić więcej szkód niż pożytku (...)

--
Aneta Mitko

18 listopada 2009

PPC - często zadawane pytania

Jak to się dzieje, że niektóre firmy pojawiają się np. w linkach sponsorowanych na zapytania zawierające nazwy firm konkurencyjnych?

Kwestie prawne związane z wykorzystywaniem znaków towarowych konkurencji w kampaniach AdWords omówione są na stronach Google.

Polska jest jednym z tych krajów, gdzie nie wolno wykorzystywać cudzych znaków towarowych ani jako słów kluczowych w kampanii linków sponsorowanych, ani w tekstach linków sponsorowanych. Niektóre firmy postępują jadnak nieetycznie i próbują przemycić takie słowa kluczowe w swoich kampaniach PPC :/ Mogą to robić na kilka sposobów...

  1. Używając dokladnie tych fraz... Jeśli system nie zna danego znaku towarowego, przepuści go i pozwoli na emisję takiej kampanii. Tak się dzieje w przypadku, gdy właściciel znaku towarowego nie zastrzegł go w Google.
  2. Używając w słowach kluczowych nazw będących znakami towarowymi, ale pisanymi np. z błędem (literówka)...W kampaniach linków sponorowanych używa się różnych dopasowań słów kluczowych, jednym z nich jest dopasowanie zbliżone. Oznacza to, że AdWords może emitować kampanie nie tylko na hasło identyczne z tym, które jest w słowach kluczowych kampanii, ale również na słowa: zbliżone w brzmieniu, na inną odmianę gramatyczną czy nawet synonim.
Jak się uchronić przed wykorzystywaniem przez konkurencję naszego znaku towarowego?

Po pierwsze, trzeba mieć do niego prawa. Po drugie, jak najszybciej zastrzec go w Google. Można też zwrócić się bezpośrednio do firmy wykorzystującej nasz znak i stanowczo poprosić o usunięcie go z zakresu haseł kluczowych, a nawet o wstawienie naszego znaku jako hasła wykluczającego w konkurencyjnej kampanii. Delikatna sugestia o skierowaniu sprawy do sądu, w przypadku niezastosowania się do prośby, z reguły skutkuje.
Pamiętajmy przy tym, że czasem zdarza się tak, że firma, której linki pojawiają się na nasz znak towarowy nie jest nawet tego świadoma. Przykład? Z podwórka Bluerank... które prowadzi kampanię dla Rainbow Tours...
Kampania realizowana dla branży turystycznej (a więc i dla biura RT) opiera się rzecz jasna na słowach kluczowych związanych z urlopami, wycieczkami, wakacjami, podróżami, etc. (wykorzystywanymi m.in. w dopasowaniu zbliżonym). W pewnym momencie agencja otrzymała prośbę z Travel Planet o zaprzestanie emisji reklam na ich znak towarowy. Wyrażenie 'travel planet' oczywiście nie istniało w kampanii, ale... Dla Google słowo 'travel' jest synoninem słowa 'podróże', co powodowało odsłony reklam RT na zapytanie Travel Planet. Dla uniknięcia dalszych nieporozumień w kampanii wstawiono frazę 'travel planet' jako hasło wykluczające, żeby zablokować emisję linków sponsorowanych na ten właśnie znak.

--
Aneta Mitko

19 sierpnia 2009

Google Caffeine

Google Caffeine – coś dla kawoszy?


Przez kilka ostatnich lat SEO specjaliści rozgryzali kolejne niuanse SEO - czyli 'przypuszczeń opartych na przypuszczeniach' ; ), wyciągali wnioski, poprawiali pozycje, generowali ruch i zyski… Teraz ma nastąpić przewartościowanie poznanych wartości.

Algorytm Google zmienia się ponoć nawet kilkaset razy w roku. Tym razem ma się zmienić raz, a dobrze – choć... dla jednych będzie to bardziej, dla innych zdecydowanie mniej dobrze ;) Nie będzie to zwyczajna aktualizacja, ale zupełne nowa odsłona – jak przejście z tabelek na div'y. ;) To powinno, w prostej linii, prowadzić do postawienia SEO świata w stan najwyższej gotowości i zwiększenia mocy obliczeniowych serwerów forum PiO gdyż działy o filtrach / banach i spadkach powinny przeżyć rozkwit ;)

Nowy silnik wyszukiwarki ma być… oczywiście lepszy ;) czyli ma zwracać więcej, szybciej i dokładniej – to w największym skrócie. Wyniki mają być spersonalizowane i bez spamu – mają być po prostu lepsze (czego nowemu silnikowi i sobie oczywiście życzymy ;))

Testowa wersja ruszyła 11 sierpnia pod adresem http://www2.sandbox.google.com/ i wszyscy już teraz mogą zobaczyć, jak najprawdopodobniej będą się trzymać ich strony pozycjonowane na wszelkie 'opony', 'bielizny', 'ubezpieczenia' czy 'wypasy owiec w Bieszczadach' ;)

Poniżej kilka naszych pierwszych spostrzeżeń....

Sprawdźmy SERP na frazę 'uzdatnianie wody'...



... na pierwszym miejscu widzimy stronę uzdatnianiewody.com, której zawartość jednak (mowa tu o konkretnej podstronie) średnio traktuje o uzdatnianiu wody... ;) co pokazuje, że dobrze było mieć frazę kluczową w nazwie domeny ;) i odpowiednie metatagi.

Zobaczymy, co zwróci Google Caffeine...




Strona uzdatnianiewody.com spadła na 4 pozycję, co pozwala przypuszczać, iż nowy silnik będzie przywiązywał większą wagę do odpowiednich treści zawartych na stronie – w końcu content is the king ;). I tu punkt dla Caffeine! Dalej fraza wyróżniana jest w tytule, opisie oraz nazwie domeny, tak więc można przypuszczać, iż kwestie optymalizacyjne w tej płaszczyźnie ulegną zmianie.

Pozycje w 'starym' Google
  1. uzdatnianiewody.com
  2. erem.com.pl
  3. pl.wikipedia.org
  4. darowoda.republika.pl
  5. proekojp.pl
  6. armar.pl
  7. katalog.trojmiasto.pl
  8. ewoda.pl
  9. arras.com.pl
  10. watersystem.pl
Pozycje w 'nowym' Google
  • uzdatnianiewody.com - 4
  • erem.com.pl - 13
  • pl.wikipedia.org - 3
  • darowoda.republika.pl - 2
  • proekojp.pl - 1
  • armar.pl - 6
  • katalog.trojmiasto.pl – 92!
  • ewoda.pl - 5
  • arras.com.pl - 17
  • watersystem.pl - 18
Tak więc część właścicieli witryn będzie mieć niemiłą niespodziankę… ale jeśli wyniki się komuś nie podobają, można się 'wyżalić'.



Co jeszcze ciekawego…

Brak linków sponsorowanych! Specjaliści PPC drżyjcie bardziej od SEO!
(uprzedzając komentarze – to żart ;)).

Ilość wyników w Google Caffeine jest większa - 350k do 315k ('nowa' / 'stara' wersja). Czas wyszukiwania również jest mniejszy i to znacząco. Przy różnych wpisywanych frazach Google Caffeine radzi sobie nawet dwukrotnie lepiej, choć dla przeciętnego użytkownika są to i tak wartości niezauważalne ;)

Mimo, że odświeżona wersja pokazuje nam, że boty przemierzyły więcej stron w poszukiwaniu tej najbardziej dla nas odpowiedniej, to po przejściu na ostatnią stronę wyników wyszukiwania zobaczymy, że faktycznie Google udostępniło nam zaledwie 640/649 (nowy/stary) wyników (bez supplemental indeks). I tak przecież 'nikt' nie odwiedza drugiej strony wyników wyszukiwania ;)

Dla wielu sprawdzanych fraz w wynikach wyszukiwania rzadziej pojawiają się wyniki graficzne i wideo, niż w obecnej wersji. Oznacza to chyba jednak tylko, że nie mamy jeszcze dostępnej wersji z pełną implementacją wszystkich zmian… choć... znaleźliśmy wyjątek ;)



Czy to, co obserwujemy w wersji testowej to wszystko? Raczej na pewno nie… Tym bardziej oczekujemy kompletnej odsłony, choć mamy wrażenie, że zmiany już mogą następować ;)

Google Caffeine – strach się bać!?

Czy należy się obawiać? No cóż – każda zmiana ma to do siebie, że niesie ze sobą jakieś zmiany ;) i algorytm na pewno będzie działał inaczej... być może będzie trzeba ciężej popracować nad pozycjami… Jednak jeśli do tej pory ktoś 'trzymał' się zasad (white SEO), to właściciele pozycjonowanych stron nie powinni przeżyć szoku. A czy należy się bać tego, że Google wreszcie poradzi sobie z wycięciem spamu… Jeśli tak rzeczywiście się stanie, nawet tylko częściowo, to na polskim podwórku na pewno może mieć miejsce małe trzęsienie ziemi… I jeżeli ktoś jeszcze nie zdecydował się na przejście na 'jasną stronę mocy', to może być odpowiednia chwila, aby o tym pomyśleć... Bo jeśli nie z własnej woli... to niedługo samo życie może do tego zmusić.

Google Kofeina – Google chce nas jeszcze bardziej od siebie uzależnić?

Podsumowując...
Nowy silnik wydaje się być szybszym, dokładniejszym - Google nie spoczywa na laurach ;) i chce wieść prym wśród wyszukiwarek – póki co na pewno mu się to udaje. Nie zapominajmy jednak o innych ciekawych projektach – wyszukiwarka faktów :)

Życzymy wielu wartościowych linków i wysokich pozycji ;)

--
Bartek Kołodziejczyk